środa, 29 lipca 2026
Lenna stories
Porady podróżnicze, zdjęcia z historią i kawałki mojego życia Tanie podróżowanie
Zdjęcia ·

Wyspa Krk i piękna Baška

Wycieczka z Rijeki na wyspę Krk do miasteczka Baška – turkusowe morze, kamyczkowa plaża, lodowata kąpiel i historyczne miasto Krk.

Wyspa Krk i piękna Baška

Kolejnego dnia naszego pobytu w Rijece uznaliśmy, że czas na porządną wycieczkę. Wybraliśmy wyspę Krk, która jest połączona z lądem stałym ogromnym mostem. Pojechaliśmy samochodem aż na sam koniec, dokąd tylko się dało – do miasteczka Baška. Z Rijeki to około godziny jazdy samochodem, a nawigacja prowadziła nas przez niesamowicie długie tunele wyryte w skałach. A widoki po drodze były po prostu wspaniałe! 🚗🏞️

Kiedy dotarliśmy do Bašky, nawigacja skierowała nas na wyznaczony parking. Trochę nas zaskoczyło, że wyglądał jak niewielki stadion piłkarski. Akurat pracował tam jakiś pan, więc na wszelki wypadek poszliśmy go zapytać, czy naprawdę możemy tam zostawić samochód. I wyobraźcie sobie nasze zaskoczenie – ten pan przemówił do nas po słowacku! Od razu nas uspokoił, że akurat dziś jest po sezonie, parking jest bezpłatny i możemy tam stać spokojnie cały dzień. Podobno jeszcze wczoraj trzeba było płacić. To nazywam szczęściem tuż na starcie. 🙂

Poszliśmy kawałek dalej i przed nami otworzyła się słynna plaża Vela. Baška słynie ze swojej prawie dwukilometrowej kamyczkowej plaży, a widok był niesamowity – przed nami turkusowe morze, a za nim wznoszące się, majestatyczne i całkowicie nagie skały. 🌊⛰️

Lodowata kąpiel i zapomniane kąpielówki

Chociaż był koniec września, mąż miał jasny plan. Zabrał ze sobą kąpielówki i powiedział, że skoro już przyjechał nad morze, to po prostu się wykąpie. Sprawdziłam wodę i dla mnie była lodowata, może miała z dwadzieścia stopni, nie więcej. Ale on naprawdę tam wszedł! Kawałek dalej opalało się kilka osób, ale kąpał się tylko on. Miał więc całe morze tylko dla siebie. 🙂

Tuż obok nas stała taka klasyczna plażowa przebieralnia, więc po tej lodowatej kąpieli poszedł się tam przebrać. Plażowy prysznic już nie działał z powodu kończącego się sezonu, ale mieliśmy w plecaku butelki z czystą wodą, więc przynajmniej naprędce się opłukał. No i właśnie w tej przebieralni biedak zapomniał kąpielówek! Więc być może są tam na Krku do dziś. 🤭

Kolumnada, lody i molo

Potem wybraliśmy się na spacer po tutejszej długiej kolumnadzie. Wszędzie było mnóstwo stoisk, miejscowi sprzedawcy oferowali pamiątki, więc też trochę kupiliśmy. Potem nie oparliśmy się miejscowym lodom, które wyglądały naprawdę dobrze. Usiedliśmy na chwilę w jednej z kawiarni i po prostu obserwowaliśmy ten spokój, delektując się dobrymi lodami. 🍦

Potem poszliśmy dalej powolnym krokiem aż na molo do łodzi. Widok na port, skały i spokojną taflę wody był przepiękny, więc cały czas tylko fotografowałam. Co nas zaciekawiło, to niemiecki, który słyszeliśmy na każdym kroku. Chodzili tu głównie starsi niemieccy turyści, a wszędzie parkowały auta z niemieckimi tablicami. Niemcy chyba bardzo lubią to miejsce i wcale się im nie dziwię. Po kilku godzinach powoli ruszyliśmy w stronę Rijeki.

Historyczne miasto Krk

W drodze powrotnej chcieliśmy jeszcze zobaczyć samo historyczne miasto Krk, jedno z najstarszych miast na Adriatyku, rozsławione przez potężnych szlachciców z rodu Frankopanów. Zaparkowaliśmy według mapy nieco dalej od centrum, ale za to całkowicie za darmo. I poszliśmy na spacer do portu i historycznych uliczek pełnych kamiennych domów. Było wprawdzie trochę pochmurno, a w porcie zachwyciła nas ogromna liczba łodzi, ale muszę przyznać, że Baška podobała mi się nieco bardziej. Miała w sobie bardziej dziki i romantyczny charakter. W Krku zjedliśmy późny obiad z widokiem prosto na morze z ogródka restauracji, a potem czekała nas już droga powrotna do Rijeki.

Chorwackie drogi

I tutaj muszę wspomnieć o jednej rzeczy związanej z chorwackimi drogami. Byliśmy chyba jedynymi na całej wyspie i w Rijece, którzy przestrzegali dozwolonej prędkości. Miejscowi Chorwaci jeździli niewiarygodnie szybko, ograniczenia prędkości były dla nich raczej tylko sugestią, a policjanci jeździli równie dziko. A to trąbienie! Zwłaszcza w samej Rijece kierowcy trąbią na siebie bez przerwy, co chwilę w mieście słychać jakiś klakson. W ciągu dnia panuje przez to spory ruch i chaos, ale ma to swoją szczególną atmosferę. Bardzo podobały nam się natomiast tunele autostradowe. Kiedy jedzie się setki metrów wewnątrz skały, to prawdziwe przeżycie.

Kolejnego dnia czekała nas droga do domu… No, nie do końca do domu. Czekała nas bowiem podróż przez Węgry. A gdzie jeszcze zatrzymaliśmy się po drodze powrotnej, bo nasza wycieczka wcale się jeszcze nie kończyła? Dowiecie się z kolejnego artykułu. 🙂