Pomysł na wycieczkę – Balaton – plaże za darmo? 🤫🌊
W drodze do Chorwacji zatrzymaliśmy się przy węgierskim jeziorze Balaton. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam niemal nieskończoną taflę wody, podziwialiśmy zachód słońca, palmy w Balatonalmádi i puste plaże — poza sezonem w dodatku zupełnie bezpłatne.
Na wakacje czy wycieczki jeździmy najchętniej wtedy, gdy nie ma tłumów turystów. Dlatego wyruszamy, kiedy tylko możemy, poza głównym sezonem i w inne dni niż sobota. Nie lubię też dużych upałów, więc latem wolałam zawsze dużo pracować. Brzmi to pewnie niewiarygodnie, ale aż do tej podróży nie widziałam morza w życiu ani razu.
Postanowiliśmy to z mężem zmienić i pojechać autem do Chorwacji. Ponieważ nie chcieliśmy jednak pokonywać całej długiej trasy jednym ciągiem, podzieliliśmy podróż na etapy.
Spakowaliśmy plecaki, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy autostradą na spotkanie z przygodą. Razem z nami miała jechać moja najlepsza przyjaciółka i wujek mojego męża, ale przyjaciółka niestety nie dostała urlopu, więc pojechaliśmy w trójkę. 🚗
Pierwszy postój: zachód słońca nad Balatonem
Naszym pierwszym celem i miejscem noclegu było miejsce, w którym też jeszcze nigdy nie byliśmy — legendarny węgierski Balaton. Był wrzesień, ceny o tej porze są już bardzo niskie. Udało nam się znaleźć nad Balatonem mieszkanie 2+1 z widokiem na jezioro, na jedną noc, za 300 CZK od osoby, a w Chorwacji chcieliśmy spędzić trzy noce.
Około szóstej wieczór dotarliśmy do naszego noclegu w miasteczku Balatonfűzfő, leżącym na samym północno-wschodnim krańcu jeziora. To spokojniejsze uzdrowisko, znane głównie wśród żeglarzy i miłośników ciszy. Zaraz po przyjeździe nie czekaliśmy ani chwili i wyruszyliśmy pieszo na około kilometrowy spacer do wody.
Nasz apartament 2+1 z widokiem na jezioro — 300 CZK od osoby za noc
Kiedy po raz pierwszy spojrzałam na tę nieskończoną taflę Balatonu, miałam wrażenie, że już stoję nad morzem! Balaton jest tak ogromny, że przeciwległy brzeg ledwo widać.
Doszliśmy do miejscowego mola i stałam po prostu w ciszy, wpatrzona w dal. Wokół stały zakotwiczone piękne jachty i żaglówki, na wodzie kołysały się łabędzie, a niebo zabarwiało się w najpiękniejsze odcienie pomarańczu i różu. Staliśmy i milcząco podziwialiśmy piękny zachód słońca. Ta chwila całkowicie mnie oczarowała i wiedziałam w tym momencie, że podzielenie trasy właśnie tutaj było najlepszym pomysłem. 🌅
Zachód słońca przy molu — moje pierwsze spojrzenie na nieskończoną taflę Balatonu
Drugi dzień w Balatonalmádi: palmy, sztuka w przejściu podziemnym i puste plaże
Drugiego ranka przejechaliśmy zaledwie kawałek dalej, do sąsiedniego i nieco większego miasta Balatonalmádi. Tu planowaliśmy spędzić więcej czasu i porządnie zwiedzić miasto. I dobrze zrobiliśmy.
Balatonalmádi ma niesamowitą atmosferę. Najpierw skierowaliśmy kroki na dworzec kolejowy. Pewnie zastanawiacie się, co ciekawego jest na dworcu, ale tu zaskoczy was przejście podziemne. Zostało bowiem przekształcone w taką małą publiczną galerię — ściany są pełne pięknych obrazów i fotografii krajobrazów, tak że nawet zwykłe przejście pod torami staje się przeżyciem.
Przejście podziemne przy dworcu zamienione w małą publiczną galerię
Stamtąd poszliśmy dalej do centrum i pobliskiego parku Szent István. Przez chwilę czułam się jak gdzieś w egzotycznym miejscu — pośrodku placyku tryskała fontanna, a wokół niej stały duże donice z prawdziwymi palmami.
W parku natknęliśmy się też na piękne drewniane serce z napisem #Balatonalmádi, które wręcz domagało się pamiątkowego zdjęcia.
Palmy przy fontannie i drewniane serce #Balatonalmádi w parku Szent István
Tajemnica balatonskich plaż: jak to jest z wejściówkami?
Głównym punktem programu były oczywiście plaże — konkretnie odwiedziliśmy plażę Budatava i słynny Wesselényi strand, jedną z największych plaż na północnym brzegu. Wszędzie były przygotowane leżaki, dla dzieci są tu świetne nowoczesne place zabaw i wszystko czyste i zadbane.
Puste plaże pod koniec września — leżaki, place zabaw, czysto i prawie nikogo
Ponieważ podróżowaliśmy pod koniec września, cieszyliśmy się niesamowitym spokojem. Niemal nikogo nie było w pobliżu. Bramy plaż stały otworem i weszliśmy całkowicie za darmo.
Przy kasach jednak z zaciekawieniem przestudiowaliśmy cenniki i odkryliśmy ciekawą rzecz. W głównym sezonie letnim za wstęp na te plaże się płaci (na plaży Budatava według tablicy wychodziło 2000 HUF za dorosłego za dzień). Nie możemy powiedzieć, czy tak jest wszędzie wokół całego Balatonu, ale na tej północnej stronie na pewno.
Podróżowanie poza sezonem ma ogromne zalety finansowe i atmosferyczne. Co prawda do kąpieli już nie było (woda miała 16 °C, a powietrze 15 °C), ale spokój, spacery po pustych plażach i fotografowanie bez tłumów turystów zdecydowanie warte były tej rezygnacji.
Balaton zaskoczył mnie niesamowicie pozytywnie. To piękne, czyste i fotogeniczne miejsce, które ma wiele do zaoferowania nawet gdy nie ma trzydziestu stopni w cieniu. Jeśli planujecie podróż na południe, koniecznie wpadnijcie tu po drodze.
A z Balatonu nasza droga prowadziła prosto do prawdziwego morza… Ale o tym dopiero w następnym artykule. 🙂
Byliście już nad Balatonem?