sobota, 4 lipca 2026
Lenna stories
Porady podróżnicze, zdjęcia z historią i kawałki mojego życia Tanie podróżowanie
Zdjęcia ·

Jak pojechaliśmy w Pradze na gapę — choć mieliśmy bilety

Drugi dzień w Pradze: próba skasowania biletów w autobusie, trzy zepsute kasowniki i stres przed kontrolą. Historia, która skończyła się dobrze — ale ledwo ledwo.

Jak pojechaliśmy w Pradze na gapę — choć mieliśmy bilety

Drugiego dnia w Pradze szukaliśmy automatu biletowego. Potrzebowaliśmy dwóch biletów całodobowych i jednego na 90 minut. Co prawda wiedzieliśmy, że istnieją bilety SMS-owe, ale pomyśleliśmy: „A co, jeśli telefon się rozładuje albo zepsuje? Nie będziemy mieli żadnego dowodu.” Postanowiliśmy więc postawić na sprawdzoną, papierową klasykę. 🎫

Przy wejściu do metra znaleźliśmy automat, kupiliśmy potrzebne bilety i ruszyliśmy na przystanek — autobus miał nas dowieźć do Rudolfinum.

Autobus przyjechał i wsiedliśmy. Oczywiście chcieliśmy skasować bilety od razu po wejściu. Ale jakie czekało nas zaskoczenie…

Wkładam bilet do kasownika — cisza. Nic się nie dzieje! 🤯 Autobus ruszył, a my wciąż bez skasowanych biletów. Koleżanka pobiegła do tyłu do drugiego urządzenia — też nic. Mąż poszedł na sam przód do trzeciego — i tam również nic. Ani jeden z trzech kasowników nie chciał przyjąć naszych biletów.

Mąż poszedł więc do kierowcy, który dawno już odjechał od przystanku. Wyjaśnił sytuację, a wiecie, co usłyszał w odpowiedzi? Że mamy bilety w „złym formacie”. Kierowca nie miał ochoty się tym zajmować — pewnie miał opóźnienie. 🙄

W tej chwili od razu przyszły mi do głowy filmiki o Pradze i Janek Rubeš. 🙉 Powiedziałam do męża: „Hej, czy my nie kupiliśmy tych biletów z jakiegoś fałszywego automatu?!” Byliśmy totalnie zestresowani i w szoku.

Próbowaliśmy jeszcze kilka razy, a autobus zdążył minąć dwa kolejne przystanki. Obserwowała nas bardzo miła starsza pani, która powiedziała, żebyśmy spokojnie jechali dalej — poświadczy kontrolerowi, że nie mogliśmy skasować biletów. Była bardzo serdeczna, ale wolałam, żebyśmy wysiedli. Kierowcy może by było wszystko jedno, ale kontrolerowi na pewno nie. 🛑

Wysiedliśmy więc na następnym przystanku. Postanowiliśmy wsiąść do kolejnego autobusu, który przyjechał mniej więcej po pół minuty, i spróbować raz jeszcze. Zdenerwowani wsiedliśmy. I wiecie co? Bilet dał się skasować! Dotarliśmy do Rudolfinum, ale takiego stresu już naprawdę nie chcemy więcej przeżywać. 🙈

Następnym razem kupimy SMS-owe bilety i będziemy mieć nadzieję, że z telefonami nic się nie stanie. Albo wyślemy je sobie nawzajem. Wiemy, że można też płacić kartą bezpośrednio w pojeździe, ale nie raz widzieliśmy, że te terminale nie działały — i turyści jechali na gapę, choć naprawdę próbowali zapłacić. 🤦‍♀️

Czy zdarzyło wam się coś podobnego w Pradze? Jak radzicie sobie z kupowaniem biletów?